Podatek Belki nadal straszy

KNF „kończy jazdę po bandzie”, czyli likwiduje polisolokaty pozwalające na ominięcie podatku Belki. Jest to o tyle dziwne, że podobnie jak zabronione jakiś czas temu lokaty jednodniowe, kokosów żadnej ze stron nie przynoszą.

Polisolokaty powstały dość dawno, jednak początkowo były raczej rzadkością. Na popularności zyskały dopiero po zmianie ordynacji podatkowej, która stanowi, iż należności wobec fiskusa mają być zaokrąglane do 1 gr, a nie jak do tej pory do 1 zł. Z tego powodu lokaty z dzienną kapitalizacją odsetek przestały być gwarancją zwolnienia z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych. Są jednak od niego zwolnione środki z polis ubezpieczeniowych. Ubezpieczyciel po wygaśnięciu polisy wypłaca klientowi odpowiednią kwotę ubezpieczenia powiększoną o odsetki (jako świadczenie ubezpieczeniowe), a w razie śmieci klienta kwota ta przechodzi na wskazaną osobę uposażoną.

Jak zauważają zarówno banki, jak i ubezpieczyciele, nie jest to jednak obecnie produkt wart zachodu. Marżą odsetkową muszą się bowiem dzielić dwa wspomniane podmioty. Ponadto kilka lat temu oprocentowanie było dużo wyższe, dzięki czemu miało to sens. Również dla klientów, którzy po przeliczeniu końcowych efektów stwierdzają często, że nie opłaca im się nie tylko polisolokata (która nieodwołalnie blokuje środki na dość długi okres), ale również jakakolwiek lokata. Porównywalne zyski w tej chwili można zazwyczaj osiągnąć na koncie oszczędnościowym, a w razie potrzeby – sięgnąć do gromadzonych pieniędzy.

Komisja Nadzoru Finansowego uznała jednak, że mimo wszystko jest to omijanie prawa, na którym traci Skarb Państwa. Zdaniem Nadzoru takie „oszustwo” jest dla banków wysokim ryzykiem operacyjnym, które trzeba usunąć. Zamierza to zrobić właśnie Rekomendacją M, która ma wejść w życie najpóźniej w połowie tego roku.

Nie trudno przewidzieć reakcję klientów, którzy i tak wciąż mają do polityków żal za ustalenie podatku Belki. Przy aktualnej sytuacji, gdy przynajmniej 1/3 pensji zabierana jest przez państwo, trudno się dziwić takim nastrojom. Szczególnie, że namawia się nas do oszczędzania i – co więcej – ubezpieczania, a później zabiera sporą część i tak niewielkiego zysku.

Czy coś się w tym względzie zmieni? Nie w najbliższym czasie. W tzw. dobie kryzysu popularne stało się zaciskanie pasa (czasem już trudno powiedzieć czy jest to prawdziwa przyczyna działań…). Niedługo czeka nas likwidacja 1- i 2-groszówek, a także prawdopodobne wprowadzenie prowizji bankomatowych. Paradoksalnie może to jednak odnieść skutek wręcz negatywny. Będziemy wybierać gotówkę „na zapas” (bo nie wszędzie da się płacić kartą), a więc zmaleje wartość depozytów w bankach. Dodatkowo, jeśli w związku ze zmianą monetarną, sklepy korzystając z okazji podkręcą ceny, zmniejszymy codzienną konsumpcję. A to właśnie ona jest kołem napędowym gospodarki. Dlatego czasem warto w obywateli zainwestować – przy ciągłym odbieraniu może w końcu nie zostać nic.

Katarzyna Kowalczyk
Redaktor
Inwestycje.pl

 

Print Friendly, PDF & Email