Polacy tracą zdolność kredytową – nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych mniej

Zarówno bankowcy jak i deweloperzy wietrzą koniec hossy na rynku mieszkaniowym, wraz z końcem programu MDM. Wyczerpały się już pieniądze z puli na ten rok, coraz więcej środków już jest zarezerwowanych z puli przyszłorocznej. Tymczasem banki przykręcają śrubę dla kredytów hipotecznych. Marże idą w górę, a zdolność kredytowa Polaków gwałtownie spada.

„Kryteria i warunki udzielania kredytów mieszkaniowych zostały wyraźnie zaostrzone. Do głównych przyczyn zmiany polityki kredytowej banki zaliczyły kwestie regulacyjne: nowe zapisy Rekomendacji S w zakresie wkładu własnego oraz zalecenia KNF dotyczące szacowania zdolności kredytowej kredytobiorcy. Pomimo istotnego zaostrzenia polityki i oczekiwań znacznego spadku popytu, banki odczuły wzrost popytu. Wynikał on z dużego zainteresowania kredytobiorców programem „Mieszkanie dla Młodych” na skutek obaw dotyczących wyczerpania puli środków przeznaczonych na wypłaty w 2016 r” – takie są wnioski z ostatniego badania ankietowanego przeprowadzonego wśród instytucji finansowych przez NBP.

Bankowcy tłumaczą podwyżkę marż nie tylko zapisami rekomendacji S i zaleceniami KNF w sprawie rosnącego wkładu własnego. Wymienia się też ryzyko związane z przewidywaną sytuacją gospodarczą oraz prognozę sytuacji na rynku mieszkaniowym. Eksperci wskazują też na dodatkowe obciążenia sektora bankowego: oprócz podatku chodzi także o konieczność wpłat na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. 600 mln zł z instytucji finansowych ma gwarantować bezpieczeństwo pieniędzy klientów na wypadek bankructwa któregoś z podmiotów.

Na razie co prawda popyt na kredyty ratuje program MDM i obawa klientów, że pieniądze szybko się skończą, ale część banków, które deklarują utrzymanie zaostrzonej polityki w hipotekach, spodziewa się też spadku popytu na kredyty. To z kolei będzie musiało uderzyć w popyt na mieszkania.

Sprawa jest oczywista, biorąc pod uwagę, że główny motor obecnej hossy na rynku mieszkaniowym, czyli program MDM jest na swojej ostatniej prostej. Wiadomo, że po 2018 roku program nie będzie konturowany. Już skończyły się środki z puli na ten rok, prawdopodobnie tak samo będzie w przyszłym roku. Tymczasem warunki kredytowania, już bez wsparcia od państwa, mogą okazać się zaporowe.

dom na dłoni

W przyszłym roku minimalny wkład własny wyniesie już 20 proc. wartości mieszkania. Dla przeciętnego 60 – metrowego lokalu w dużym mieście daje to konieczność wyłożenia około 60 tys. zł. Do tego trzeba dodać jeszcze koszty wykończenia, a więc kolejne kilkadziesiąt tysięcy. Przy braku wsparcia z MDM, wielu potencjalnych klientów może nie poradzić sobie z wymogami. Na rynku mieszkaniowym, przy dużej puli oddanych mieszkań, niewykluczona jest więc nadpodaż, czyli presja na obniżki cen.
Niewykluczone, że z powodu trudności z finansowaniem, do łask w większym zakresie wróci rynek wtórny. Klienci mogą się na niego zdecydować nie tylko z powodu niższych cen mieszkań używanych, ale także dlatego, że takie mieszkania – o ile są w dobrym stanie – nie wymagają natychmiastowego nakładu finansowego, za to można z nich od razu korzystać.

Nadchodzący kres hossy wyczuwają deweloperzy, który co prawda w pierwszym kwartale roku oddali rekordową liczbę mieszkań, ale już wzrost rozpoczętych budów był wyraźnie mniejszy w porównaniu do wcześniejszych kwartałów. Spadła też dynamika w zakresie pozwoleń na budowę.

Zaostrzenie kryteriów w hipotekach przekłada się wyraźnie na osłabienie naszej zdolności kredytowej. Szacunki dla modelowej, trzyosobowej rodziny, żyjącej w dużym mieście, wskazują na spadek zdolności kredytowej rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Trzyosobowa rodzina z dzieckiem i dochodach netto na poziomie 5 tys. zł może obecnie zadłużyć się na około 70 tys. zł mniej – z 450 tys. rok temu, do około 360 – 370 tys. obecnie.

Magdalena Paluch
Dział Analiz WGN

Print Friendly, PDF & Email