Uczestnicy Rodziny na Swoim spłacają już pełne odsetki. Niektórzy mogą nie dać rady

Niskie stopy procentowe ratują beneficjentów programu Rodzina na Swoim, którzy płacą już raty kredytów w pełnym wymiarze. Niestety – w kolejnych latach – może być z tym zdecydowanie trudniej. Problem będzie tym większy, że znacznie więcej osób straci dofinansowanie. 

Na razie pełne kredyty płacą beneficjenci z lat 2007 – 2008. Tych było jeszcze mało, a kredyty które zaciągali – niskie. W pierwszych 12 miesiącach było ich zaledwie nieco ponad 4 tysiące, a w kolejnych 6 tysięcy. Ewentualne tsunami kredytowe rodzin, które mogą jednak przestać być na swoim, gdy okaże się, że nie są w stanie spłacać kredytów, czeka nas od przyszłego roku, kiedy to pozbawieni dotacji zostaną kredytujący się ze wsparciem RnS z roku 2009. Wtedy to z kredytów RnS skorzystało ponad 30 tys. beneficjentów. Później ich liczba rosła do rekordowego roku 2011, gdy w RnS kredytowało się ponad 50 tys. osób, rok później było ich ponad 45 tys.

Program Rodzina na Swoim, poprzednik MDM, różnił się od następcy tym, że zamiast dopłacać do wkładu własnego, dopłacał do raty odsetkowej kredytu. Taki preferencyjny system spłat mają uczestnicy zagwarantowany przez 8 lat.

Eksperci przyznają, że powrót do „normalności” odsetkowej może być szokujący. Szacuje się, że rata automatycznie rośnie nawet o 40 proc. Sytuacja ta jest przestrogą dla wszystkich kredytobiorców, bo wszyscy korzystamy na razie z niskich stóp procentowych. Do niższej raty łatwo się przyzwyczaić, jednak należy myśleć również o okresie, kiedy cykl się odwróci. By radzić sobie ze zwiększonym oprocentowaniem warto odkładać, bądź inwestować nadwyżkę, a nie ją przejadać.

Na razie pierwszych beneficjentów RnS chronią właśnie najniższe w historii stopy procentowe NBP. Wg orientacyjnych obliczeń, przy kredycie na poziomie około 100 tys. zł zaciągniętym w 2007 roku, wzrost raty po wygaśnięciu dopłat jest rzędu nieco ponad 100 zł, jednak – ewentualne tsunami związane z rodzinami na swoim może w nas uderzyć za kilka lat, zwłaszcza, że prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z serią podwyżek stóp.

Zapowiedzi mieliśmy już kilka, na razie jednak ten scenariusz nie został zrealizowany. Niestety nie doszło też do kolejnej obniżki stóp. Od dłuższego czasu podstawowa stopa referencyjna wynosi więc 1,5 proc. Ostatnią decyzję utrzymującą stopy na dotychczasowym poziomie podjęła Rada Polityki Pieniężnej we wrześniu bieżącego roku.

Kiedy to się może zmienić? Sytuacja nie jest do końca jasna. Rada przyjęła postawę wyczekującą. Gorsze dane makroekonomiczne mogą być pretekstem do dalszej obniżki stóp, ale to rodzi obawy o wiarygodność i pozycję ratingową Polski oraz kondycję złotego. Z kolei szacuje się, że cel inflacyjny może zostać osiągnięty dopiero w 2018 roku, co by sugerowało, że niskie stopy jeszcze jakiś czas z nami pozostaną.

m (250)

Jednak ewentualna zmiana cyklu i seria wzrostów mogłaby oznaczać finansową tragedię dla tysięcy kredytobiorców w RnS. Przykładowo: jeśli wskaźnik WIBOR osiągnąłby 5 proc. , czyli poziom sprzed zaledwie 3 lat (obecnie jest to 1,72 proc. – WIBOR 3M), to przeciętna rata wynosząca około 900 zł dla kredytu na poziomie 250 tys. zł, wzrosłaby aż o ponad 600 zł, czyli powyżej 60 proc. Oczywiście taki scenariusz jest możliwy, ale raczej mało realne by stało się to nagle – przynajmniej dla kredytobiorców w RnS z 2009 roku. Jeśli w przyszłym roku rozpocznie się cykl podwyżek stóp, to do takiego poziomu obciążenia posiadacze kredytów będą „dochodzić” stopniowo. Gorzej z tymi, którzy kredytowali się ze wsparciem RnS w kolejnych latach, zwłaszcza, że kredytujący się w latach 2008 – 2009 mogli kupować naprawdę drogie mieszkania. Było to 140 proc. wskaźnika przeliczeniowego.

Monika Prądzyńska
Dział Analiz WGN

Print Friendly, PDF & Email